sobota, 17 sierpnia 2013

Paw

Mijają nam dni, a właściwie wieczory pod znakiem pawia. Wszystko zaczęło się od Pana Męża. Choć właściwie oOn nie wymiotował, ale przez kilka dni bolał Go brzuch, szczególnie wątroba, po jedzeniu mocno wzdymało i biegał często do toalety. Podwyższona temperatura, osłabienie i takie tam. We czwartek byliśmy wszyscy na urodzinach Lelosia - wiadomo tort, ciasta z kremem, cukierki. Wszystko było ok do mniej więcej 21. Wtedy to Młodsza, która zdążyła dopiero co zasnąć, zaczęła strasznie płakać. Gdy wpadłam do pokoju dziewczyn, zobaczyłam ją leżąca na poduszce pełnej wymiocin i wciąż wywołującą. Wykąpałam ją, przybrałam, posadziłam u tatusia na kolanach, posprzatałam w pokoju i wzięłam ja, żeby zanieść do łóżka, bozdążyła zasnąć. Gdy tylko przekroczyłyśmy próg pokoju znów się zaczęło. Nie kładłam jej więc, tylko siedziałam z nią w salonie. Jeszcze kilka razy dopadało ją, ale w końcu o 1.30 udało się ją położyć do łóżka i na szczęście pawie odpuściły. Na następny dzień jeszcze narzekała na ból brzucha, ale niespodzianek nie było, oprócz tego, ze kupki rzadkie. Wercia też trochę narzeka na ból brzucha i kupki rzadkie, ale na szczęście nie wymiotowała jeszcze. Niestety dopadło Ssaka. Od kilku dni kupale rzadkie, zielone, a dziś wymiotował. Pierwszy raz zrobił to bardzo "subtelnie". Na placu zabaw, gdzie byliśmy z Diablicami, podniosłam go do góry, a wtedy poleciała mi centralnie na twarz wieksza zawartość na szczęście małego żołądka. Oczywiście nie powiązałam tego z chorobą, tylko z wygłupami, ale niestety po 21 zaczął swoje zabawy z pawiem. Teraz czuwam przy jego kolysce i boję się pójść spać, bo co chwila go rwie... Na szczęście on i dziewczynki byli szczepieni przeciwko rotawirusom, więc mam nadzieję, ze jutro, tak jak u Lili, będzie już ok...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz