Ssak skończył dziś 4 miesiące. Uwielbia być noszony na rączkach, ale wyrodna matka kładzie go czasem na kocach na podłodze, obkłada zabawkami, grzechotkami i próbuje co nieco w domu ogarnąć czy jadło jakieś przygotować. Dość często spotyka się to z wielkim niezadowoleniem Ssaka, choć bywają też momenty, gdy wydaje się być nawet rad ze spoziomowania. Dziś także chcąc ugotować obiad położyłam Go na kocu tak aby miał mnie na oku, a i żebym ja mogła Go doglądać :) Protestu nie było, nawet zaczął ochoczo rozglądać się za zabawkami. Tak się kręcił i wykręcał, że udało Mu się przekręcić na brzuch! Trochę się denerwował, bo wredna ręka nie chciała wyjść spod brzucha i powrócił do pozycji wyjściowej. Drugie podejście zakończyło się sukcesem! Mój Ssak przekręcił się na brzuch całkiem samodzielnie :D Mało tego, zaczął się kręcić jak wskazówki zegara (choć w odwrotną stronę) i odrywać ręce od podłoża, robiąc tzw. kołyskę :O Skubany, szybko opanowuje te sztuczki :) A wieczorem znów potrzebował mnie jako jadłodajni, a odłożony do kołyski zasnął sam, oczywiście na brzuchu :D
Kręcenie się w wyrku ma po swoich siostrach. Jakie one pozycje przybierają śpiąc i że im tak wygodnie ;) A może właśnie niewygodnie im i dlatego potem w dzień takie nieznośne są? Wiem, wiem, w końcu to dzieci, więc i ruchliwe, i krzykliwe, ale dlaczego właśnie moje nie mogą być inne ;) Nie, nie narzekam, bo Stadko mam cudowne, mądre, sprytne i takie, co już teraz wiadomo, że w życiu sobie poradzi. Nie zamieniłabym więc ich na żadne inne, choć czasami gderam, kwiczę, krzyczę i mówię, że dość mam.
To ja, przysiadłszy na grzędzie 5 lat temu, gderliwa się ostatnio zrobiłam. Sama siebie takiej nie lubię, ale to jest silniejsze często ode mnie i gdaczę na te moje Diablicę, gdaczę na Pana Męża, gdaczę i na psa, choć on potulny leży sobie gdzieś w kąciku. Tylko jego kudłów wszędzie pełno, cholera jasna :S
No i przysiadłam te 5 lat temu na grzędzie, by doglądać Kurcząt, co by się dobrze chowały (tylko wtedy nikt by nie przypuszczał, że to Trójca będzie), by ogarniać dom, co by się w chlew nie zamienił, by dbać i pilnować Koguta, co by do innego kurnika nie zaglądał. Generalnie jest mi tak dobrze, czuję, że to moja życiowa rola i że chyba po to mnie Bóg stworzył, ale czasami trochę to przygniata. Marzyłam o dzieciach, długo się o nie staraliśmy (choć o Ssaka wcale ;)), a teraz czasami chciałabym znaleźć się na wyspie bezludnej. W końcu każde dziecko (i kobieta) marzy aby słodycze móc jeść non stop (i by nie szło w boczki), tylko że po chwili okaże się, że ma się większą ochotę na kolorowego pawia, niż na kolejną czekoladkę. Może właśnie ostatnio za mało mnie we mnie. Ciągle myślę o Trójcy, o Panu Mężu, o obiedzie i nie pozamiatanej podłodze, na której pełno czarnych, labradorowych kudłów. Potrzebuję małego azylu, czegoś gdzie będę mogła być sama ze sobą, gdzie moje myśli będą moje i o mnie. Chciałabym znaleźć małe zajęcie, które pozwoli mi odłączyć myślenie od Kurnika. Myślałam o testowaniu produktów, w firmach specjalizujących się w marketingu szeptanym (mam już w tym pewne doświadczenie, bo testowałam wózek spacerowy X-landera, zabawki Fisher Price i kilka mniejszych produktów), ale ostatnio nie załapuję się na żadne kampanie :(
I nic innego nie pozostaje Kwoce, jak gdakać w tym swoim Kurniku ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz