czwartek, 8 sierpnia 2013
Pobudka
5.30 codziennie o tej porze budzą nas słodkie bączki i kwiecisty zapach zawartości pieluszki Ssaka. Po chwili włącza siJego słodki glosik, więc wiadomo, że spać On już nie zamierza, a i nam nie ma ochoty pozwolić. Zresztą po kilku minutach i tak przychodzi reszta Stada i zaczynają się zacięte dyskusje o to, która ma się położyć koło Ssaka, nie szczędząc też sobie rękoczynów. Miły dzień czas zacząć. Na szczęście o 6.50 Dziewczyny opuszczają razem z Tatulkiem Kurnik, by zdążyć na autobus wiozący do przedszkola o 7.06. Wtedy zw Ssakiem można się jeszcze położyć.
Ale dziś Ssak przegiął na całej linii urządzając pobudke o 4 rano!!! I nawet w głowie mu nie było by znów zasnąć, nażeby choć cicho się zachowywać, by biedni Starzy mogli sobie pokimać do tej 6. Widać więc, ze nowe pokolenie terroryzmu się już uaktywniło. A Laski spały w najlepsze, choć Starsza próbował się wgramolić do małżeńskiego łoża, zwabiona nawoływaniem Ssaka o 5. Na szczęście dała się spacyfikować obietnicą czekoladki przed wyjściem do przedszkola. I tak to jest, jak śpią One, to On nie śpi i odwrotnie. Gdy o 6.50 Kurnik trochę opustoszal, pełna nadziei na sen, ulokowałam się ze Ssakiem w łożu. Dałam to co Ssaki lubią najbardziej, czyli cycy i liczyłam na długi, smaczny sen. Jednak po pół godzinie Terrorysta znów poczuł nieodpartą chęć oddania stolca i tyle było ze spania. Oj nerw łapał mocny, zwłaszcza, ze i On czuł się niewyspany i cały czas koncerty klasyczne uskutecznial. W końcu o 10.15 udało mi się go "przydusic" i tym razem pospalismy do 13 :-) Nawet Szanowny Pan Mąż się z nami wyciągnął na legowisku. Dobrze, ze w lodówce stała zrobiona wczoraj pyszna zupka jarzynowa na żeberkach i łosoś z grilla z sosem czosnkowym,.więc i ja i Pan Mąż mieliśmy co jeść. Choć mój Szanowny i tak narzeka, ze białka za mało jada, no ale cóż życie, nie można mieć wszystkiego ;-)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz