niedziela, 15 września 2013

Nadrabiamy

Sezon chorobowy czas zacząć! I to pełną parą. Od miesiąca ciągle coś. Najpierw Pan Mąż przyniósł do domu wirusa jelitowego i wszyscy go przeszliśmy. Potem zaczął się katar Młodszej, zakończony zapalWeniem płuc i 2 antybiotykami. Zapalenie przeszło na mnie i od 2 tygodni nie mogę się wyleczyć. Antybiotyk skończony, a na płucach ciągle złogi. We środę mam zrobić rtg płuc i jeśli nadal coś tam będzie, to drugi antybiotyk pójdzie w ruch. Tym razem silniejszy i Ssaka będzie trzeba od cyca odstawic. Próbuje wszystkiego już, by to nie było konieczne i wczoraj Pan Mąż postawił mi bańki. Dziś więc zalegam w wyrku, na ile to możliwe, a żeby było to możliwe, dziewczyny poszły do babci i dziadka. Ssak też chory. Kaszle potężnie. Niby nic nie słychać na płucach czy oskrzelach, ale dostał antybiotyk. I jest ostatnio nie do zniesienia. Płacze, krzyczy cały czas, tylko na rekach, nie da się odłożyć, bo dosłownie zaraz spazmow dostaje. Wieczorem zasnie normalnie, ale po 2 godzinach się budzi i nijak go uśpić. Do cyca chce, smok to wróg publiczny, najlepiej razem z matką do dużego łóżka się wpakować. Mam nadzieję, ze to przez chorobę, choć pewnie też i ja go do tego przyzwyczaiłam. Chcialam szybko wyzdrowiec, no i sił mi brakowało na normalne funkcjonowanie, więc brałam Ssaka do łóżka i nawet w dzień tak spalismy. Ale już za chwilę wstawimy lozeczko do Jego docelowego pokoju i jak tylko wyzdrowieje, będzie się uczył samodzielnego spania. Poza tym Sto już nie do końca Ssak :-) Od 3 tygodni zajada sięobiadkami i owockami z lyzeczki. Przez te chorobę, trochę wolno nam idzie wprowadzanie smaków, bo gotuję sama, a na ryneczek nie ma jak wyskoczyć. Dlatego na razie spróbował tylko marchewki, ziemniaczka, brokula, banana i jabłko. Bardzo mu wszystko smakuje i z jedzeniem z lyzeczki najmniejszych problemów nie ma. Ostatnio spory kryzys finansowy nas dopadł i czasami gramy w Lotto. Niestety miliony nie chcą do nas przyjść, ale Starszej udało się raz skreślić trójkę, a Młodsza miała nawet 4, 105 zł wpadło do kieszeni ma kolejne kupony ;-) W tym całym kryzysie najgorsze jest to, że nie możemy zapisać Starszej na balet. A tak czekała na to prawie cały rok. A ma dziewczyna ogromne predyspozycje do tego. Bez żadnego ćwiczenia wcześniejszego potrafi wykonać bardzo dobrze kilka figur baletowych. Ale cóż,mądra jest i zrozumiała. Może jak coś się polepszy to da radę w trakcie zajęć ja zapisać. Młodsza za to cała happy., że w końcu znów może chodzić do przedszkola. Czuje się tam całkiem jak w domu. Nie było ani jednej łzy, ani jednego problemu z aklimatyzacja. Wczoraj był piknik rodzinny, właśnie z przedszkola. Poszły same z Panem Mężem. Na pikniku tata był potrz ebny tylko po to, by w konkurencjach zdobywał dla córek lizaki. I takim oto sposobem tatuś skakał w worku, aż się przewrócił, przyciągał linę i coś jeszcze :-) A po przeciaganiu liny Młodsza podbiegła do Niego, rzuciła się na szyję z okrzykiem "Brawo tatuś! Wspaniały jesteś!" Cudowną mam rodzinkę :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz