poniedziałek, 23 września 2013

Armagedon

Wczoraj nastąpił dla mnie armagedon, istny dzień swira i dziwię się, że u tych swirow nie wylądowałam. Ssak po prostu przechodził sam siebie. Już w nocy z soboty na niedzielę było ciężko. Często się wybudzał, popłakiwał, generalnie spać za bardzo nie dał. Niedzielę przywitał o dziwo dość późno, bo o ,7.15 i w nawet dobrym humorze, ale z godziny na godzinę było coraz "weselej". Nie chciał spać, tzn chciał, ale nie spał. Przy cycu zasypiał, po odłożeniu do lozeczka, dosłownie po minucie się budził. W chuscie pospał raptem 40 minut, tak więc ok 14 był już rozwrzeszczany na maksa. Do tego Diablice niewiele mu ustępowały w drodze do tyt Mistrza Doprowadzania Mamy do Szału. Darły koty co chwila, Starszej co chwila coś nie odpowiadało i wyła, Młodsza co sekundę coś jeść, pić, coś słodkiego, wytrzeć nosa, pupę i co tam jeszcze do głowy wpadło. I to teraz, natychmiast... Aaaaa Na samo wspomnienie czacha dymi. Panmąż rano wstał ładnie na śniadanko,powsciekal się trochę z Diablimi przy muzyce, potrzymał Ssaka, by by matka mogła swe sianko umyć i zaległ procenty nabyte w nocy, ulatniać. I żadne trzęsienie ziemi, żadne bombardowanie nie miałoby mocy, by wyrwać Go z tego stanu. Za to ja po obiedzie byłam gotowa rzucać talerzami, o dziwo pustymi, bo wymiotły wszystko, do ostatniego ziarenka kaszy. Aby nie tracić i tak małoliczebnej zastawy, zaordynowałam wypad do parku. Pogoda taka sobie, ale nadzieja podpowiadała, że chociaż Ssak pospi i będzie ze dwie godzinki spokoju. Taaa, całe 30 minut... Ale choć Starszyzna wyszalała się, a Panu Mężowi świeże powietrze pomogło do końca ulotnić procenty. A propos PanaMęża. Od jakiegoś czasu, z różnych przyczyn przebywa na zwolnieniu lekarskim. Jego pracodawcy, którydoprowadził Pana Męża do ostateczności i takiego stanu, że pójście na zwolnienie było koniecznością, nie podobało się. Skorzystał więc z pierwszej nieuwagi PanaMęża i wysłał pismo do ZUSu o sprawdzenie zasadności zwolnienia. Dupek, a właściwie dupki (łagodnie nazwani, bo to łagodny blog), nie dość, że nie płacą należnych pieniędzy, to jeszcze próbują całkiem zniszczyć człowieka. Na szczęście, choć wolałabym, by było inaczej, L4 nie jest lewe i po krótkiej rozmowie , lekarz orzecznik życzył Panu Mężowi powodzenia w leczeniu. Ciekawe co dalej będą kombinować by nie wypłacić kasy... A Staś wychodzi na to, że ma alergię programową. Objawia się właśnie bólami brzuszka, niepokojem, płaczem, żadnej wysypki, zaczerwienienia. Pierwszy znaleziony alergen to pietruszka. A w lodówce stoi 5 sloiczkow z pyszną, mamusią sypi ą benzynową, właśnie z pietr

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz